Po przyznaniu Polsce i Ukrainie Euro 2012 padło wiele obietnic, ale prace wcale nie ruszyły z kopyta, bo politycy mają dziś ważniejsze sprawy.
Do końca lipca Polska powinna przekazać do UEFA nazwiska koordynatorów odpowiedzialnych za przygotowanie Euro 2012. Nie można tego zrobić, bo rząd jest zajęty poważniejszymi sprawami, a ministra sportu nie ma.
Zgodnie ze strukturą, jaką opracowała UEFA, w Polsce i na Ukrainie powinni zostać powołani koordynatorzy odpowiedzialni za siedem różnych dziedzin związanych z organizacją Euro. Trzy z nich leżą w gestii sztabu organizacyjnego i PZPN, a za cztery odpowiadają ministerstwa.
PZPN i sztab mają powołać koordynatorów do spraw komunikacji społecznej, marketingu i promocji oraz budowy stadionów i centrów pobytowych. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji powołuje koordynatora ds. bezpieczeństwa. Ministerstwo Transportu - ds. transportu lądowego i sieci dróg. Ten sam resort lub przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze musi wskazać koordynatora do spraw transportu lotniczego. Ministerstwo Gospodarki lub Polska Organizacja Turystyczna odpowiadają za bazę noclegową.
Koordynatorzy w tych samych dziedzinach powinni zostać powołani przez sztaby lokalne w miastach, które będą gościć Euro. Pierwsze kandydatury w dziedzinach, za które odpowiadają sztab przygotowań i PZPN, już są, ale decyzje nie zapadły. Adam Olkowicz (PZPN) i Maciej Grześkowiak (szef sztabu przygotowań) pracują normalnie, jednak na decyzje rządowe nie mają wpływu. Upolitycznienie Komitetu Organizacyjnego Euro2012 powołanego przez premiera sprawiło, że kiedy w koalicji rządowej iskrzy, sprawy mistrzostw Europy zeszły na dalszy plan.
Drugi powód obaw o niedotrzymanie terminów, a w konsekwencji opóźnienia w podejmowaniu decyzji, to brak ministra sportu.
Michał Listkiewicz uspokaja. Prezes PZPN uważa, że jeśli nawet nie przekażemy do UEFA nazwisk koordynatorów do 31 lipca, to nic się nie stanie: - UEFA też nie pracuje pełną parą, bo ludzie są na wakacjach. Termin 31 lipca to formalność.